Dodaj do ulubionych

Księga gości

Szablon wykonałam sama
dla siebie.
Odwiedziło mnie osób.




odcinek 16, czyli w liceum herosa odnaleźć ... >> poniedziałek, 5 stycznia 2009 16:19:39
HEROSI WSPÓŁCZEŚNI
PROPAGANDA CZY NIEDOSTRZEGANY SZCZEGÓŁ?...



Gdzie we współczesnym, zagmatwanym świecie odnaleźć można herosa? Mija kolejna godzina, a ja wciąż szukam. Czyżby idealni bohaterowie przeminęli z wiatrem? Zostali ogniem i mieczem rozgromieni gdzieś pod Wiedniem? A może uciekli do wysokiej wieży i zaczęli zapuszczać długie warkocze?! Znawcy, których kryminalne umysły cenię na równi z geniuszem porucznika Caine'a sądzą, że jacyś bogowie musieli się przecież uchować. Na przykład Constantine. Tak, ale o nim pisze ktoś inny.
Rozejrzyjmy się dokładniej. Jakie wymagania postawili starożytni? Piękny, silny, inteligentny... Cudownie. Piękni współcześni mają idealnie gładki mózg, silnych współczesnych trudno nazwać pięknymi, inteligentni współcześni natomiast nie mają czasu na tak przyziemne sprawy jak ratowanie świata, gdyż pod ręką znajduje się najnowsze wydanie ich ulubionej encyklopedii PWN! Jednym słowem, idealny mężczyzna nie istnieje.
Chwileczkę. Dlaczego właściwie herosem miałby być mężyczyzna? Ktoś po prostu zasugerował taki stan rzeczy i nie było nikogo, kto chciałby się sprzeciwić niecnemu stereotypowi. Skoro jednak Emelina Pankhurst doprowadziła do równouprawnienia, a Terry Pratchett do równoumagicznienia, to dlaczego ja nie mogłabym doprowadzić do równoubohaterowienia?
W związku z wszechobecną równością, wykorzystując daną mi przez władze wolność słowa, postanawiam obalić wszelkie znane nam do tej pory wyznaczniki "herosowatości".



WIELKA MISJA PANI EWY, CZYLI CAŁA PRAWDA O HERAKLESIE



Na imię ma Ewa. Być może jest to przypadek, być może nawiązanie do najsłynniejszej grzesznicy, łakomej żony boskiego Adama.
Na co dzień jest zwykłym człowiekiem - kobietą pracującą, która z mozołem wpaja młodym uczniom naszego szacownego Liceum tajemne reguły świata fizycznego. Nie dajcie się zwieść. To tylko pozory.
Ewa to postać niepozorna od stóp do głów, a raczej: od eleganckich i komfortowych jednocześnie butów, poprzez ponadczasowe spodnie w kant i kraciaste marynarki, aż po zadziornie zadarty kosmyk czarnych włosów. Od owej rozwichrzonej czupryny uwagę odwraca jedynie tajemnicze spojrzenie nieco rozbieganych oczu ukrytych za szkłami klasycznych, czarnych okularów. Ewa porusza się po korytarzu dostojnie, bez pośpiechu. Gdy jednak zaczyna opowiadać o prawach rządzących galaktyką jej gesty nabierają życia, stają się (trudno opisać to inaczej) niejednostajnie przyspieszone.
Jak już wspomniałam, Ewa uczy. Uczyć nie jest łatwo. Młodzież współczesna w pewien sposób przypomina stajnię Augiasza czy też może owy Chaos, którym był nasz świat zanim dorwali się do niego bogowie. Jest groźna i nieprzewidywalna, ale w pewien sposób piękna. Ewa potrafi dostrzec to piękno. Potrafi je dostrzec, wydobyć i wypolerować, by po trzech latach żmudnej pracy wysłać w świat młodych geniuszy, ludzi świadomych grawitacji, uciekających lat świetlnych i wektorów prędkości, z jaką nasz wspaniały świat zmierza ku zagładzie. Tak, Ewa jest w pewien sposób artystką. Artyści natomiast muszą wykazywać się bystrością umysłu, muszą dostrzegać to, co niewidzialne.
Profesja nauczycielska niesie ze sobą ryzyko. Ponosi je każdy posiadający tytuł profesora człowiek, który znając życie pragnie, by młodzi ludzie uświadomili sobie jego brutalne aspekty. Wypowiada wtedy magiczne słowa: "Wyciągnijcie kartki" bądź też "Czy mamy chętnych do odpowiedzi?" (istnieje wiele tłumaczeń). W uświadamianym pokoleniu budzi się w owej chwili duch buntowniczy. Rozpoczyna się kontratak. Nigdy nie wiadomo, komu uda się dotrwać do końca walki; niejednokrotnie ani jeden zawodnik nie jest w stanie o własnych siłach zejść z ringu. Ewa znalazła na to złoty środek w postaci rażąco różowych karteczek, które wręcza za każde mądre słowo. Uczniowie z ufnością powierzają jej więc swoje myśli, wiedząc, że za błędy nie będą ukarani, a za dobrowolny geniusz czeka ich wielka nagroda. Tak, Ewa jest w pewien sposób Ariadną. Ariadna natomiast musi wykazać się ogromnym sprytem i przebiegłością, musi znaleźć rozwiązanie nierozwiązywalnego.
Mistrz, którego pokochały miliony (a właściwie setki), wystawiany jest na liczne próby. Jak postąpi nauczyciel, gdy otworzy podręcznik i ujrzy podsumowanie działu? Czy zapowie sprawdzian? Tak, zrobi to, ponieważ jest mistrzem i musi dawać przykład. Musi być konsekwentny. Ewa jest mistrzem, więc i ona podporządkowuje się tej niepisanej regule, znienawidzonej przez nas, niewinnych studentów. Jednak Ewa jest też odważna. Potrafi oprzeć się naciskom nauczycielskiego etosu i powiedzieć: "Dziś mieliśmy pisać sprawdzian. Nie zrobimy tego". Ktoś mógłby zasugerować, że kierują nią pobódki przyziemne, takie jak zepsute ksero czy rozkojarzenie. Jednak każdy, kto poznał tą wspaniałą kobietę wie, że ona robi to dla tych wszystkich przerażonych oczu, które wpatrują się w nią błagalnie, niczym owieczki, które za chwilę staną się jagnięciną... Tak, Ewa jest w pewien sposób Wybawcą. Wybawcy natomiast muszą się poświęcać dla dobra ogółu, dla dobra jakiejś wyższej Sprawy.
Ewa jest na co dzień zwykłym człowiekiem. Zwykli ludzie są jednak niezwykli. Trzeba tylko umieć to dostrzec.
Tak, Ewa na pewno jest Herosem. Jest jednorazowym aparatem zakręconym jak słoik*. Trzeba tylko umieć w to uwierzyć.

* Jest niepowtarzalna, choć czasem wydaje się być szalona.



POST SCRIPTUM
Zbieżność osób i nazwisk nie jest przypadkowa. Pragnę jednak zaznaczyć, że celem tej pracy nie było urażenie kogolwiek, a jedynie próba spojrzenia na świat z nieco innej perspektywy...
komentarze [3]

28 VIII 2008 rok. >> sobota, 27 września 2008 18:14:16
tamten dzień skończył się o ósmej trzydzieści rano.
noc Go nie oszczędziła.

chciałam zostawić po Nim kilka słów.
ale one zawisły nad Nim ciężko, pogrążając w cieniu.
a Teofil nie lubił być sam.
nigdy.

wciąż tęsknię.
komentarze [2]

odcinek 15, bo słońce o tym wie ... >> czwartek, 4 września 2008 16:47:24
Bum. Bum. Trach. Bum. Buch. Bach.
...
D: Nic mi nie jest! Nic mi nie jest!
B: /dezaprobata/ Co się stało?
D: /zmieszanie/ Nie, nic takiego...
B: /stanowoczość/ Mów zaraz.
D: Bo ja się tego... Potknąłem. O arbuza.
B: ...
D: / wskazuje palcem na ziemię/ Tam leży. O, tam, widzisz?
B: Dziś ci przebaczę.
D: /zaskoczenie/ Co?!
B: Nie proś! Mówię, że przebaczam!
D: /niema akceptacja/ Masz dziś dobry dzień.
B: A słońce o tym wie.
D: /zgryźliwie/ Że mężczyźni wolą biel.
B: To chyba trochę inaczej szło... /myśli/
D: /złośliwie/ Biegło.
B: Tak mu było spieszno?
D: Do szkoły.
B: /ze zrozumieniem/ Ach, tak!
D: Biegło, póki mu tchu w piersiach nie zabrakło.
B: Tak, tak.
D: I póki go czerwone na skrzyżowaniu nie zatrzymało.
B: ...
D: A w końcu dobiegło.
B: ...
D: I było mu wesoło.
B: /dostrzega pewne nieścisłości/ Ale co właściwie biegło?
D: /z przekonaniem/ E.T.!
B: E.T. nie biegało. E.T. załatwiało swoje sprawy na telefon. E.T. phone home!
D: E.T. przyleci i mnie zje.
B: /urażona brakiem pochwał swojej znajomości angielskiego/ Nie przyleci, bo akurat dzwoni.
D: Jesteś zakręcona jak słoik.
B: /radośnie/ I słodka jak powidła!
D: /dp siebie/ Gdzie ja miałem oczy? Ona jak słoik? Ona mknie jak tajfun!
B: /Dziadek głośno mówi/ Co miałeś na myśli?
D: /zaczyna się plątać w zeznaniach/ Jesteś... Tego... Aparat jednorazowy. Znaczy akurat brakło mi mowy! No i... No.
B: /wściekłości błysk widać w jej oczach/
D: /obrażony/ No, że niepowtarzalna jesteś, no!
B: /udobruchana/ Zawsze twierdziłam, że jesteś bardzo kreatywny!
D: ... / westchnienie ulgi/
komentarze [2]

sprostowanie do szczęścia potrzebne. >> środa, 11 czerwca 2008 21:20:31
Umieszczanie reklamy na mylog.pl uważam za hańbiące, ale kiedy człowiek potrzebuje zainteresowania, to o własnych przekonaniach zdarza mu się zapomnieć.

Bardzo się cieszę, że mój rozpaczliwy gest uwagę czyjąś jednak zwrócił i wszystkich, którzy się pod odcinkiem ostatnim podpisali, pozdrawiam serdecznie i w pas się kłaniam, dziękując.

Sprostowanie się jednak należy. Ktoś, zdaje się, pomyślał, że ja dialogi moich realnych, jak najbardziej rzeczywistych dziadków tutaj publikuję. Błąd! Dziadek i Babcia to wytwory mojej chorej wyobraźni, efekty mówienia do siebie, ucieleśnienie mojego szaleństwa.

Dziadek i Babcia to imiona mojego JA emocjonalnego oraz mojego JA racjonalnego. Oraz różnych innych MNIE.

Pozdrawiam serdecznie.
Kala ( ;
komentarze [11]

odcinek 14, czyli felerna jestem ja i wszystko, co mnie otacza ... >> wtorek, 15 kwietnia 2008 20:29:49
B: Dziadku...
D: Co, Babciu?
B: Jak myślisz? Czy ona nas jeszcze kocha?
D: Jaka ona?
B: No... Ta, wiesz.
D: Nie wiem.
B: Ta nasza. Co pisze.
D: Bo ja wiem... Może.
B: Jej tu nie było tak dawno. Nie chce jej się.
Jak mi się odechce, to was uśmiercę w jakieś słoneczne popołudnie. Jasne?
D: O, widzisz. Jeszcze jej się chce.
B: To dlaczego ona tak rzadko pisze?
A po cholerę mam to pisać? Nikt już nie czyta. To mnie nikt nie kocha.
D: Jeśli ciebie nie kocha nikt, to i nas nikt nie kocha. Bo jakby się tak zastanowić, to my jesteśmy tobą, a ty nami...
B: Filozoficzne ujęcie tematu, ale racja w tym jest.
Och, dziękuję. Jestem dwojgiem zgrzybiałych staruszków, na których świat się, za przeproszeniem, wypiął.
D: O, wypraszam sobie. My jesteśmy w pełni sił witalnych.
B: To to pokolenie jakieś trefne.
Trefne jest pokolenie czy może autorka? |
D: Trefna jesteś ty i wszystko, co cię otacza.
B: Przestań. Nie widzisz, że dziecko przechodzi trudny okres dojrzewania i czuje się niedoskonałe? Nikt jej nie kocha, jest nieładna, nikt jej nie lubi, nie rozumie. Może ma okres i jest nerwowa?
To może od razu zapiszcie mnie na jakąś terapię grupową?
D: To nie byłby zły pomysł. Popatrz, o czym ty myślisz? O dwojgu zgrzybiałych staruszkach i o idiotycznych wierszykach. Ty jakąś schizofrenię pewnie masz. Mówisz do siebie?
B: Jak może nie mówić do siebie? Przecież jest nami, tak? Ja, ty i ona. To nawet dwie osoby nie są, tylko trzy...
D: To jest jakiś bardziej skomplikowany rozłam osobowości. Wydaje mi się, że nie nadaje się do leczenia.
B: Współczesna medycyna coś by poradziła.
D: Na nią? O, nie. Nie sądzę.
Świetnie. Nie dość, że jestem nikim, to jeszcze schizofrenikiem. Przypadek beznadziejny. Dorzućcie coś.
B: Mamy cię dobić, tak? Więc... Tego nikt nie czyta.
D: A przynajmniej nikt nie komentuje.
B: Co zrobić... Taki świat.
Taki świat, taki świat... Pójdę porozmawiać ze sobą! Z wami się czasem nie da! Zamiast człowieka pocieszć, to oni jeszcze dobiją.
D: Ona ma po prostu kryzys artystyczny. Jakaś niemoc twórcza, czy co?
B: Oj, to wiele czynników. Wierz mi lub nie.
Koniec. Odchodzę.
D: Akurat.
W porządku, nie odchodzę. Ale to koniec tego dialogu. On nie jest konstruktywny.
Do widzenia.
komentarze [11]

odcinek 13, czyli dziadkowe wspomnienie wigilijne ... >> piątek, 28 grudnia 2007 13:21:56
Ze świątecznymi życzeniami dla chorych Kotów i pana Stanisława Jachowicza.


Pan Karpik był chory
i leżał w łóżeczku.
I przyszedł pan Rzeźnik:
- Jak się masz, Karpeczku?

- Źle bardzo - i płetwę
wyciągnął do niego.
Wziął za puls pan Rzeźnik
poważnie chorego.

I dziwy mu prawi:
- Zanadto się jadło,
nie tylko dżdżowniczki,
też szynkę i masło;

Źle bardzo, gorączka.
Źle bardzo, Karpeczku.
Niedługo, biedaku,
poleżysz w łóżeczku...

I nic jeść nie będziesz,
dieta ścisła, i basta.
I żadnych przyjaciół,
zabawy lub ciasta!

- Dżdżowniczki nie można? -
zapyta Karpeczek -
Robaczka małego?
Drobny kawałeczek!

- Broń Boże! Tasaczek,
Twój koniec już bliski.
Przedłużać nie w smaczek,
zapakuj walizki.

I leżał Karpeczek,
spojrzenie miał martwe,
i cały był martwy,
jak tylko Karp może!

Patrzcie, jak złe łakomstwo.
Rzeźnik przebrał miarę,
musiał Karp, nieboraczek,
niezasłużoną znieść karę.

Tak się i z wami,
dziateczki, stać może:
od zdrady łakomstwa
strzeż was, Boże!
komentarze [1]

odcinek 12, czyli jak dziadek nadzieję stracił ... >> poniedziałek, 8 października 2007 17:49:47
Czytając tą notkę, należy pamiętać, iż Witkacy "po dokonaniu ogólnej oceny sytuacji swojego kraju" w nocy z 16 na 17 września 1939 roku popełnił samobójstwo.

B: co ty taki milczący?
D: ...
B: słów ci brak?
D: ...
B: siły ci brak?
D: ...
B: chęci ci brak?
D: ...
B: zaraz przyniosę ci syropu z babki lancetowatej /troska/ to powinno pomóc.
D: na co?
B: na głos.
D: /obojętność/ ach. /do siebie/ w zeszłym tygodniu było na głowę.
B: /oburzenie/ nie chcesz, to nie.
D: to nie.
B: masz typowe objawy depresji. chcesz o tym porozmawiać? /zaangażowanie/
D: nie...
B: /rozpacz/ podaj choć przyczynę.
D: nadzieję straciłem.
B: /histeria/ nadzieję utracił! /wścibstwo/ opowiedz mi o tym.
D: fakty obejrzałem...
B: fakty obejrzał! i co?
D: i do ponurych wniosków doszedłem...
B: wniosków ponurych! sprecyzuj.
D: 20% sejmu IV RP zostało aresztowane. 25% właśnie jest przesłuchiwane. 54% to jeszcze podsłuchiwani.
B: /refleksja/ co z resztą?
D: jaką resztą?
B: /talent matematyczny/ jeszcze jeden procent. do stu /wyjaśnienie/
D: a. to jarosław.
B: /przerażenie/
D: /poza tematem/ o, ale mnie w krzyżu łamie...
B: /wziąć sprawy w swoje ręce/ nie ruszaj się. zaraz ci przyniosę syropku z babki lancetowatej.
komentarze [5]

odcinek 11, czyli wakacyjna porada ... >> wtorek, 24 lipica 2007 14:19:58
rozkoszujmy się nudą!

na nią zawsze można liczyć.
komentarze [4]

odcinek 10, czyli czytaj między wierszami ... >> czwartek, 24 maja 2007 15:59:19
Jednym ze sposobów elektryzowania ciał jest ich wzajemne pocieranie...

Kiedy słyszę fizyka,
umysł mi się zamyka

czyli tarcie.

i odmawia współpracy.

Istnieją dwa rodzaje ładunków elektrycznych...

Na nic podejście filozoficzne,
można tu tylko myśleć logicznie,
więc piekielny realizm od rana...

dodatnie i ujemne.

Tylko dane, szukane,
wzniosła prawda - nie łganie...

Jednostką ładunku elektrycznego jest kulomb [C].

Definicje i wzory,
zagubiono kolory...

Laska ebonitowa (plastik) elektryzuje się zawsze ujemnie...

Doświadczenia,
świadczenia,
tezy i referaty,
nie ma miejsca na graty!

natomiast laska szklana dodatnio.

Tylko fizyczne cechy,
mało istotne krechy!

W czasie wzajemnego pocierania dwóch ciał...

Jakieś tabelki, wykresy,
prozaiczne frazesy!

niektóre elektrony walencyjne przechodzą z jednego ciała do drugiego.

Mam już dość...!

zad.dom. Napisz treść prawa Coulomba.


komentarze [11]

pamięci F. >> środa, 9 maja 2007 17:04:29

moje kochanie zasnęło.

czuję się, jakby słońce zgasło, więc dlaczego, do licha, jeszcze jest jasno?!

życie nie jest sprawiedliwe.

on miał tylko trzy lata.
komentarze [5]

odcinek 9, czyli potrzebny ktoś ... >> wtorek, 20 marca 2007 15:12:25
czas. czas. czas.
jedyna cenna rzecz, jaką otrzymaliśmy w nadmiarze i to całkiem darmo.
a szkoła nam ją tak bezczelnie odbiera. tak, tak, oto cała prawda o tej zacnej instytucji. niech mówią, co chcą, a ja i tak wiem swoje.
bo i po cóż mi wiedzieć co się ładuje do wielkiego pieca hutniczego? przecież hutnikiem nie będę!
i po cóż mi wiedzieć, jak przewody się łączyć powinny? zali elektrykiem być pragnę?
otóż powiadam wam: nie!
i powiadać sobie mogę dalej, i tłumaczyć się marnie, i bredzić, iż na pamięć moją zaległo, i mamić ciało pedagogiczne słodkimi mrzonkami o rychłym nadrobieniu swych bezczelnych braków, a w konsekwencji i tak mroki rozjaśnić będę musiała.
zawsze znajdzie się jakiś idiota, który powie magiczne słowo: "karteczki".
a my, uczniowie, do końca stać będziemy przed nierozstrzygniętą kwestią: "po co tacy ludzie się rodzą?".
oświadczam wszem i wobec, iż jutro odbędzie się festiwal artystyczny ARTGIM 2007 i zamierzam zwyciężyć.
tak więc, do boju zespole klasy 2d. może nie skompromitujemy się tak bardzo?.

dziadkowie kciuki trzymają i myślą dobrą wspomagają,

grzywka.
komentarze [8]

odcinek 8, czyli o dziadkowych przodkach ... >> środa, 3 stycznia 2007 20:11:20
Dawno, dawno temu żył król okrutny, choć sprawiedliwy.
Jak ktoś powiedział pod nosem, że król... Ekhm, źle czyni - to jęzor obcinać kazał, co było sprawiedliwe, choć okrutne.
Aż tu nagle na bajkowe królestwo straszne spadło przekleństwo: coś syknęło, coś sapnęło i internet, cudo cywilizacji, współpracy stanowczo odmówił, więc król swych ukochanych stron oglądać nie mógł, a to wprawiało go zawsze w nastrój zgoła niepożądany.
Obiecał tedy rękę królewny (ślicznej jak stado wściekłych turów germańskich i słodkiej jajk budyń z soczkiem) i pół królestwa, a precyzyjnie się wyrażając: od bagienka po rzeczkę, temu, co kable do porządku doprowadzi. I przybyła uboga istotka - Twór Anonim, w kabelkach pogmerała i król z weselem zasiadł do strony http://dziadek-i-babcia.mylog.pl/.
A Twór Anonim tak oto rzecze: -Królewnę to ja średnio, bo jakoś mnie bardziej do nie-feministek tego... Ale rzeczkę to bym chciał!
Sprawiedliwy rozsierdził się nie na żarty i zakrzyknął gniewnie: -Zali nagrody żądasz? A ostatni odcinek skomentowałeś?!
Twór Anonim załkał żałośnie, spoglądając na ekran komputera, gdyż jego serce wielkie było, wierne i pojętne, choć proste i nieszczęsna istota rozumiała swe zaniedbanie. Wyszeptał więc zrezygnowany: -Nie.
Okrutny, choć sprawiedliwy parsknął z niezadowoleniem i dokonał szybkiej oceny sytuacji: -No to cię głowy pozbawimy.
Jako rzekł, tak też poczyniono.
komentarze [21]

odcinek 7, czyli motylem byłem ... >> czwartek, 2 listopada 2006 15:27:47
Dziadek: bo ty nic nie rozumiesz. /wyrzut/
Babcia: bo ty mi nie chcesz wyjaśnić. /obrona/
D: Bo skoro nie rozumiesz, to nie zrozumiesz. z tym się trzeba urodzić.
B: /uraz/ no wiesz ...
D: nie.
B: co nie?
D: nie wiem.
B: /radość/ to ja będę świnia i nie powiem.
D: /cicha aprobata/
B: nie proś. nie ustąpię.
D: (dajcie mu chwilę! przecież musi zrozumieć!)
B: ...
D: ech. kiedyś rozumieliśmy się bez słów.
B: kiedyś. /uprzejme spostrzeżenie/
D: kiedyś wogóle inne czasy były.
B: oho. szykujemy się na dłuższe wspomnienia. /popłoch/
D: /sentymentalnie/ miałem wtedy fiata 126 p.
B: /do siebie/ jasne. fabryczną imitację auta turystycznego.
D: /dezaprobata/ dokładnie. była jednoosobowa, dwudrzwiowa i sześciokrotnie przepłacona. ta imitacja. /wyjaśnienie/
B: a ty byłeś hipisem i miałeś długie włosy. /ironia/
D: /filozoficznie/ nawet hipisi kiedyś będą łysi.
B: a każdy fiat 126 p w końcu trafi na złomowisko. /niewinność/
D: /oburzenie/ do muzeum! do muzeum!
B: do muzeum nawet ty się dziś nadajesz.
D: /jadowity syk/ chyba nie jako eksponat?
B: nie. byłbyś dobrym przewodnikiem. /sarkazm/
D: /skromnie/ nie chcę być nie skromny ...
B: /przerywa/ mógłbyś zdać dokładną relację z robienia 'zawrotnej' kariery poganiającego woły w kieracie. masz doświadczenie.
D: ach.
B: dlaczego wzdychasz? /podejrzenie/
D: kobiety są zdumiewające.
B: !?
D: albo myślą o niczym, albo o czymś innym.
B: to była jakaś aluzja?
D: nie. nie widzę związku między wołami a fiatem 126 p. co ma piernik do wiatraka?
B: /speszona/ mąkę.
D: wracając do tematu, młodość to piękny czas ... /westchnienie/
B: a co prawda, to prawda ...
D: najbarwniejszy okres w mym życiu ... /nieprzytomny uśmiech/ gdy zdobywałem wiedzę, kobiety, papier toaletowy ...
B: cały świat był nasz ... /kiwa głową/ dziś młodzi rządzą światem ...
D: /patrzy z ukosa na babcię/ gdy się zestarzeją.
komentarze [22]

odcinek wyrwany z całości, czyli aby mylog myloga nie kasował ... >> piątek, 20 października 2006 18:51:40
tytuł mówi sam za siebie, nieprawdaż?
a jak wam zależy na staruszkach to komentujcie ich losy!!

grzywka
komentarze [5]

odcinek 6, czyli autobiografia ... >> niedziela, 6 sierpnia 2006 18:21:03
jak las jest lasem
harnaś harnasiem
a smutas smutasem

tak jam geniuszem
głupota katuszem
wiedza to raj
bo ja jestem naj


komentarze [11]




Najlepsiejsi
pelne-pasji
roven-robins



aker
2006
maj (4)
czerwiec (2)
sierpien (1)
październik (1)
listopad (1)

2007
styczeń (1)
marzec (1)
maj (2)
lipiec (1)
październik (1)
grudzień (1)

2008
kwiecień (1)
czerwiec (1)
wrzesień (2)

2009
styczeń (1)